Wszystkie wpisy, których autorem jest adminek

Na serio

Zesłanie Ducha Świętego.

To dzieje się się naprawdę na serio.

Nie tradycja, nie kalendarz, nie celebracje utkane przez lata. Tak jest – Ognia błysk i Nieba szum.

Nie dotknąłby mnie ten świąteczny dzień tak mocno, gdyby nie wczorajsze wycie rozpaczy ziejącej z Parady odbytej w Warszawie. Ale to sprawa tych ludzi.

Natomiast wyborcy Prezydenta Warszawy mają przed czym drżeć i z czego się spowiadać. Nie mniejsza odpowiedzialność przed Bogiem i historią.

Jak Oni przeżywają dzisiejsze Święto w Kościele Rzymsko-Katolickim (teraz to trzeba po wczorajszej prezentacji trzeba uszczegóławiać). Przypuszczam, że jak towarzysze z PZPR – we wtorek obrady Podstawowej Organizacji Partyjnej a w czwartek podtrzymywanie księdza Proboszcza z Najświętszym Sakramentem w Boże Ciało.

Na serio nie można dwóm Panom służyć

Matury

Historyczne uwarunkowania powodują, że matury w Polsce wpisane są w nasza historię. Tworzą pewien z kanonów państwowości polskiej. Uderzenie w matury, to podobnie jak i tworzenie fobii wobec JPII – rozbicie stereotypu o polskości i niepodległości.

Matury odbywały się na tajnych kompletach w czasie okupacji, były jedną z namacalnych rzeczywistości istnienia państwa polskiego. Dlatego dla mnie nielogiczne jest mówienie o apolityczności strajku nauczycieli. Uderzenie w fundamenty państwa to jeden z celów tego strajku. Nie tylko w PiS. Pokazać, że Polska nierządem stoi. Szczególnie istotne jest to na arenie wewnętrznej.

Z córką przeszliśmy przez doświadczenie niewiadomej w trakcie egzaminów gimnazjalnych. Jadąc pierwszego dnia nie wiedzieliśmy, czy egzamin odbędzie się czy też nie. To pytanie pojawiało się od miesiąca, ale tamten poranek zapamiętam. I to jest osobiste zapamiętanie, bo ono odnosi się do konkretnych osób. Nie wyobrażam sobie stresu maturzystów i ich rodzin przy zapowiedziach braku klasyfikacji, braku matur itd. Ludzie z planami na studia krajowe i zagraniczne, poniesionymi kosztami, liczący pomyślny przebieg egzaminów. Dlatego naprawdę odetchnąłem po zmianach ustawowych gwarantujących ukończenie procesu maturalnego.

Przez ostatnie tygodnie wypisano pewnie wszystko, co możliwe o nauczycielach. Nie pamiętam bardziej spektakularnej porażki w życiu publicznym. Dlaczego tak się stało? Brak przywiązania do wartości ponad materialnych. Wystarczyło wyłączyć egzaminy i matury spoza protestu, żeby utrzymać poparcie społeczne. Pisali o tym przewidujący ludzie miesiąc temu. Brak struktur i rozwiązań demokratycznych w ZNP. Nie wyobrażam sobie, że obecny przewodniczący jest najlepszym kandydatem od 20 lat. Człowiek, który wyprowadza ludzi poza granice normalnych zachowań (brak sprzeciwu wobec szpalerów śmierci, działań antyuczniowskich, zamknięcie strajku w najmniej korzystnym momencie) jest przywódcą kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Żal patrzeć. Brak umiejętności gry w warcaby nie mówiąc o szachach. Każdy ruch wywołuje kontrakcję. Narażanie się na zderzenie z górą lodową w postaci troski rodziców o swoje dzieci trudno wytłumaczyć racjonalnie. Zresztą na tym bazuje walka z Kościołem, aby odseparować poprzez nakręcanie tematu pedofilii.

Jestem bardzo związany z nauczycielstwem, bo rodzinnie i towarzysko. I boleję, gdyż nie postawiono kwestii bezpieczeństwa w szkole, bzdurnej sprawozdawczości, zakresu programowego, braku możliwości zróżnicowania wynagrodzenia wobec osiągnięć edukacyjnych i całego mnóstwa innych położonych kwestii przez ostatnie 25 lat. Natomiast poprzez popełnienie wszystkich możliwych błędów w trakcie tego protestu dano klucz i przyzwolenie społeczne na dowolne zmiany w systemie oświatowym. Przypuszczam, że znacznie więcej ludzi przyjmie ewentualne drastyczne zmiany ze zrozumieniem i będzie przyzwolenie społeczne na zmiany w Karcie Nauczyciela, zwiększanie pensum, zwiększenie władzy dyrektorów i kuratoriów.

W żywotnym interesie nauczycieli działał ten rząd od samego swojego początku. Programy społeczne są fundamentalnym ratunkiem dla nauczycieli. Popatrzcie sobie na tabele demograficzne. Za chwilę się okaże, że naprawdę jest za dużo nauczycieli i nikt nie będzie ogrzewał pustych klas. Podobnie będzie wyglądał rynek akademicki, który jest o 30% przerośnięty i na rynku pojawią się nauczyciele akademiccy, którzy będą szukać pracy gdziekolwiek.

Strajk pokazał jeszcze, że w kształceniu dzieci warto rozważyć nauczanie domowe (co w ogóle do tej pory wykluczałem) i szkolenie internetowe np khanacademy.org.

Od września będzie normalniej jak za czasów cesarza Trajana – bogaci coraz bogatsi, biedni coraz biedniejsi. Solidna wiedza będzie kosztować więcej, rozwarstwienie społeczne także w tej dziedzinie będzie narastać, frustracja nauczycieli zwiększy się, bo ani pieniędzy adekwatnych ani mitu, który sami do końca zrujnowali.

Cel nie uświęca środków

Gorąco przed strajkiem od miesiąca. Rozmowa z psychologiem szkolnym: Dla większości moich dzieci zmiana formy egzaminu to masakra. Marysia czy Kasia nie ma żadnych szans, jeśli nie będzie miała komfortu (sali, obecności, nauczyciela). I tak widzę większość moich dzieci. Dlatego na egzamin przyjdę, choćbym miała być potem szykanowana.

Pielęgniarka po strajku polegającym na odejściu od łóżek pacjentów: Jako siostra zakonna nie uważałam, że mogę odejść od swoich czynności. Zachowania wobec mnie były różne – od milczenia po wyzwiska. W końcu zdecydowałam się zmienić szpital.

Rodzice na wywiadówce: To katecheci i siostry zakonne będą pilnować egzaminów. (rechot)

Uważam, że strajk w trakcie egzaminów uczniów jest zagraniem nie fair. Na tydzień przed jest tyle samo niepewności co miesiąc temu. Sarkazm, że coś zależy od Pani Minister i Dyrekcja szkoły obiecuje, że egzaminy zostaną przeprowadzone jest wstrząsający. Coś to zależy od tej pojedynczej relacji wychowawca-wychowanek, nauczyciel – uczeń.

I jeszcze brak jednakowych szans. W szkołach, gdzie mniej nauczycieli podejmie obowiązki w trakcie egzaminów uczniowie będą mieli gorsze warunki pisania egzaminu. Po prostu – nie wierzę, że osoby z zewnątrz dadzą tyle wsparcia uczniom, co pedagodzy, których znają od lat. To trochę, jakby grać mecz na wyjeździe a nie u siebie.

Powołanie

W niesamowitym blogu nauczycielesawazni.pl jest i o strajku i o nastrojach.

Jak strajk to i decyzje. Jak decyzje to i pytanie o sens dalszej drogi zawodowej. Mówimy o ludziach lubiących długotrwały rozwój . A zawód nauczyciela ten rozwój zapewnia i merytorycznie i osobowościowo.

Więc przynajmniej część nauczycieli zada sobie pytanie o wartości i tytuł wpisu. Dla mnie powołanie łączy się ze szczególną relacją pomiędzy nauczycielem i uczniem. W Polsce z racji uwarunkowań historycznych i roli jaką nauczycielstwo odebrało w przetrwaniu tożsamości narodowej, nabiera to szczególnego impulsu. I dlatego widać to rozdarcie chociażby w wezwaniu opublikowanym na FB przez autora w/w bloga. https://www.facebook.com/260696004079043/posts/1227236807424953?sfns=mo

Z czym zostaną nauczyciele, jeśli rzeczywiście spełni się scenariusz planowany? Z raną, której ani uczniowie ani społeczeństwo nie będzie zauważać za rok czasu. A która będzie bolesna, bo zostawienie uczniów samych sobie łamie i etos zawodowy, i myśl o tym, że pomimo mizerii finansowej pracuję zgodnie ze swoim powołaniem.

Ta sytuacja wpisuje się w psucie społeczeństwa, demoralizację i rujnację wartości. Bez wątpienia równie skuteczny strajk można zorganizować od 02.09 bez demolowania egzaminów i matur. Ale nie o kasę tu chodzi, ani lepsze warunki pracy. Chodzi o to, żeby nauczyciel wyzuł się z pomnikowej siły, resztki etosu i był powolnym narzędziem do wprowadzania nowości edukacyjnych. A gdyby ośmielił się protestować, to usłyszy, że o czymże mówi, skoro już raz w życiu nie zawahał się porzucić dzieci.

Rozwój przy braku pieniędzy

Przeczytałem blog nauczycielesawazni.pl

Wspaniała inicjatywa, która bardzo mi się spodobała. Istotna waga zawodu nauczyciela, funkcja społeczna i wielopłaszczyznowość oddziaływania na społeczeństwo daje podstawy i do takiego tytułu i do entuzjazmu, aby zacząć rozmawiać o tej profesji.

Zastanowiło mnie zdanie we wpisie „Ustawienie początkowe czyli …”  – …nauczyciele zaczynają żartować ze swoich zarobków, ale zostawmy ten temat na boku. Przypuszczam, ze zarobki nauczycieli sa sporo zróżnicowane, jednakże średnie/przeciętne nie odzwierciedlają wykształcenia, obciążenia praca, szybkości wypalenia zawodowego, utraconego zdrowia.

I co z tym można zrobić. Zmienić zawód, protestować itd., itd.

A być może trzeba spojrzeć na siebie od strony niskich zarobków i spróbować uświadomić sobie żal, smutek, rozgoryczenie, zawód. Popatrzeć na osoby i decyzje, swoją drogę nauki i pracy i przebaczyć. Najpierw sobie, ze taki projekt powstał, został realizowany i w konsekwencji doprowadził mnie do chwili obecnej. Nie próbować na siłę zasłaniać się powołaniem, konsekwentnością, misją. Przyznać się, że to mnie boli. Zobaczyć osoby, które motywowały, nakłaniały, wspierały, cieszyły się z obrania tak szlachetnego zawodu – babcia, ciocia nauczycielka, ojciec itd. Dostrzec tez społeczeństwo, które ma polewkę z tego, iż można być nauczycielem. Rodzice, którzy mówią brzydkie i złe rzeczy o czasami najbliższych ludziach dla ich dzieci. A na koniec przyznać się, do tego, ze Pan Bóg rządzi i On na to przyzwolił. I spróbować świadomie przebaczyć, nie chować tej zadry ciągle w protesty, strajki, poczucie misji i powołanie. Tylko poczuć żal, ból  i wściekłość i spróbować to przepracować.

Przebaczać

Praca

Mogę jedynie pozazdrościć osobom poprzedniego pokolenia, że mieli jedna  pracę przez całe życie.

W dzisiejszych czasach możliwości wykonywania pracy zmieniły się  znacząco. Od formy zatrudnienia (etat, zlecenie, działalność gospodarcza) poprzez miejsce wykonywania (Polska, EU, świat) aż do zmian zawodu, profesji, a takze rodzaju pracy w tym samym zawodzie.

Obecnie także praca odgrywa wiodaca role w kategoriach rozwoju i samorealizacji. Bardzo ważnym kryterium sa zarobki, ale w wyborze odgrywa cala lista przyczyn.

Dlatego odpowiedzi na pytanie, jaka prace wybrać jest refleksja i poszukiwanie. Nie ma szans, aby zacząć i powiedzieć sobie  – to i tylko to. Spróbowanie wiąże się z ryzykiem i zmiana jest zawsze ryzykowna. Jeśli na lepsze, to często pojawia się pokusa, ze następna zmiana będzie jeszcze korzystniejsza. A z reguły poruszamy się po pewnych ograniczonych obszarach i nie jesteśmy w stanie ciągle polepszać swojej sytuacji. Przyczyna zewnętrzna to uwarunkowania historyczno-społeczne w jakich jesteśmy aktualnie. Natomiast przyczyna istotniejsza a trudniej diagnozowalne – zmiany naszych oczekiwań, możliwości, sił, charakteru na przestrzeni dekad. Najlepszym środkiem jest dobra introspekcja na poszczególnych etapach i co trudniejsze rozmowa ze starszymi. Ci, którzy odziedziczyli zawód po Rodzicach maja łatwiej ( a czasami trudniej :)), a ci, którzy jako pierwsi podjeli prace spośród krewnych mogą porozmawiać ze starszymi od siebie.

Ale cala mądrość tkwi w zrozumieniu przekazu. Dlatego często kwintesencją są proste reguły: czas wolny spędzaj z Rodziną, nie stawiaj pracy na pierwszym miejscu itd. Schody pojawia się w momencie właściwej interpretacji i braku możliwości przepracowania danej sytuacji bez wywołania sytuacji krytycznej.   

Mieszanie w kuchni

Wielokrotnie spotkałem się z pojęciem mieszania w garnkach cudzych, swoich. Najczęściej nie jest to wydźwięk pozytywny.

Z trudnością przyjmowane sa działania nawet najbliższych osób w prywatnym miejscu, jakim jest kuchnia. Utyskiwania koleżanek, że teściowa ustawiała talerze w niewłaściwym miejscu albo sam fakt wkroczenia z pomocą jest rujnujący, nieakceptowalne, trudny itd.

W Kościele funkcjonuje pojęcie oddania życia Panu Bogu, poddania się Jego woli. Wiele osób deklaruje się, że ich życie Jemu podlega.

Z trudnością przychodzi mi pozwolenie komuś na działanie w moich obszarach. Te moje obszary nie sa jakieś niesamowite ale bardzo proste, przyziemne. I tak się zastanawiam, na ile moje myślenie jest deklaratywne i uspokajające. Skoro nie jest w stanie zaakceptować ingerencji bliskich mi osób w rzeczy umiłowane w mojej prywatności, to na ile rzeczywiście pozwalam cokolwiek zrobić Panu Bogu w malutkich i wielkich sprawach.

Dobry sen

Wyspałem się znacznie lepiej niż ostatnio. Zostawiłem komórkę poza sypialnią. Nosiłem się od pewnego czasu, aby tak zrobić. Utwierdził mnie p. Simon Sinek, którego polecił mi syn. Warto posłuchać, co mówi. I o uzależnieniu od telefonu, mediów społecznościowych, relacji towarzyskich. Dla mnie Jego powiązanie socjologicznych i społecznych kwestii z neurofizjologią było odkrywcze. Nie zdawałem sobie sprawy, jak działają poszczególne neurohormony. Poniżej link do wykładu

https://www.youtube.com/watch?v=ReRcHdeUG9Y

Na okładce jednego z tygodników tytuł: Dzieci bez sieci – o nowych obozach wakacyjnych, gdzie dziecko przechodzi kurację odwykową.
Czyli już można na tym zarabiać pieniądze. Podobnie jak z alkoholem – miliardy ze sprzedaży i miliardy z leczenia. Z drugiej strony uświadomienie sobie uzależnienia daje większe szanse na uniknięcie dramatu życiowego. Widzę siebie z telefonem w ręku i zastanawiam, jak zmienił moje myślenie, sposób reakcji na ludzi, wydarzenia, możliwości percepcji i analizy. Ponoć nauka obsługi tabletów i smartfonów przed nauczeniem czytania i pisania skutecznie ogranicza możliwości analityczne. Ogromnie jestem ciekaw, jakie stany lękowe opisują pacjenci psychologów i psychiatrów związane z „awarią” – brakiem dostępu, opóźnieniem informacji. Sam późno zacząłem używać tego rodzaju urządzeń – po prostu dorosłem zanim się pojawiły. A jaką stabilizację/sposób funkcjonowania moją obecnie dzieci?

Stara chałupa pokryta strzechą, myszy w sieni, kamień przed wejściem, Lato z Radiem – poranek. Budzę sie w łóżku i idę na dwór. Absolutny spokój i bezpieczeństwo. Macie takie oazy w swojej pamięci idyllicznego obrazu malin za stodołą?

Pozwól działać Panu Bogu

Najtrudniejsza rzecz w życiu, przestać zarządzać Panem Bogiem. W formie deklaratywnej to wszystko jest, jak być powinno. Ale w rzeczywistości: prośby, intencje, nowenny i cała reszta jak do biura podawczego. Jakby nie wiedział, nie rozumiał, nie słyszał, nie chciał. Z natręctwem petenta i ważnością słuszniejszej sprawy.

Pozostańmy w dziękczynieniu.

Wolność finansowa

Od mojego przyjaciela dowiedziałem się o p. Sławomirze Muturim, właścicielu firmy Mzuri. Opowiada on na wykładach i w internecie, w jaki sposób doszedł do wolności finansowej. Jest to bardzo praktyczne i zachęcające. Posiadanie wystarczających środków finansowych pozwala na prowadzenie życia nieskrępowanego poprzez pracę zarobkową.
Któregoś dnia w radiu wysłuchałem wywiadu z siostrą Teresą Pawlak, albertynką. Wśród licznych, ciekawych przeżyć najistotniejsze było dla Niej doświadczenie wspólnego życia z bezdomnymi kobietami. Wspominała, że nigdy nie zabrakło im potrzebnych rzeczy pomimo ubóstwa i braku regularnych przychodów.
Obydwoje prezentowali się jako ludzie szczęśliwi i spełnieni.
Dwa krańce tej samej wolności – my jesteśmy gdzieś pomiędzy. Mamy zasoby materialne, umiejętności i czas. Różnie z tych talentów korzystamy i w różny sposób postrzegamy wolność finansową. Jednakże warto uświadomić sobie, swoje oraz najbliższych oczekiwania odnośnie potrzeb finansowych. Tak, aby móc postępować zgodnie ze swoimi priorytetami.