Nikt im nie kazał

Odnośnie frankowiczów oczywiście.
Masz rodzinę, dzieci, liczysz, kombinujesz. Myślisz, że świat przeskoczysz. Będzie fajnie. Kupimy sobie 3 pokoje na Skarbka z Gór. To nic , że czas dojazdu do pracy porównywalny z podróżą pociągiem między Łodzią a Warszawą. Kupujemy i już, albo budujemy. Na początku idzie dobrze, potem również. Problem zaczyna się, gdy mieszkanie jest dwa razy mniej warte niż kredyt pozostały do spłacenia. Na zawsze przywiązani do mieszkania? Do którego pokolenia? I co dalej?
Populacja współpodatników odczuwa radochę i ma satysfakcję, że nie musiała/chciała ulec hasłu „Stracił życie, kto nie wziął kredytu/kupił mieszkania”. Więc różne mądre głowy: „trzeba odpowiadać za swoje czyny”, „ja nie wziąłem w CHF, tylko w PLN”.
Co mi pozostaje? Mądrość życiowa: Nie mieszkam pośród pobratymców, tylko wśród konsumentów płacących podatki w kraju Priwiślanskim.
I Ci konsumenci zapłacą grzecznie znacznie większe kwoty z budżetu i własnej kieszeni, gdy się okaże, że Mbank, Millenium i Getin są zbyt duże, żeby upaść. Lub co będzie jeszcze bardziej spektakularne – upadną.
Co się mówi wtedy na obszarze płacących podatki w PLN?
Nikt im nie kazał trzymać pieniędzy w banku 🙂

Frankowicze

To już popłynęli, tylko nikt im jeszcze o tym nie powiedział.
Przy dramatycznie rosnącym LtV, spadających cenach nieruchomości, nastawieniu społecznym – nikt im nie kazał, braku wizji rozwoju kraju itd, itd.
Należę do tej grupy osób, więc temat mam dobrze przerobiony.

Nie należało brać kredytu.
Czy w Polsce warto kupować lub budować nieruchomości? Patrząc na uwarunkowania historyczne i geopolityczne to najkorzystniejszym jest ruchomość ala wóz Drzymały. Elegancki camper z Holandii i sprawa rozwiązana.
Dlatego nieruchomości w Londynie drożeją i drożeją. Od Hastings obcy nie demolują kraju i można przechowywać majątek w działkach, domach, pałacach. A nad Wisłą?
Dąb Bartek.
Wojna w prawo, wojna w lewo. Sojusze w obronie Europy pod Wiedniem – i po co ? Może do tej pory mielibyśmy Króla, gdyby Turcy przejechali się po Alzacji i Lotaryngii.

A więc nie tylko nie brać kredytu, ale również się nie budować.

Smutne prognozy

Informacje dochodzące z mediów nie napawają optymizmem. Trzy i pół roku temu po gwałtownym umocnieniu CHF przestraszyłem się, że pożoga wojenna ogarnie Europę.
Obecnie wróciliśmy do tej sytuacji. CHF się umocnił, starania o zażegnanie konfliktu na Ukrainie nie przynoszą efektu. Linia demarkacyjna będzie na Bugu czy na Odrze? Mylę się w 70%. Mam nadzieję, że i teraz tak będzie i wojna do Polski nie dotrze.

Maratończycy

Tydzień przed świętami obchodzonymi w Polsce ogłoszono Narodowe Święto Biegania czyli maraton i inne wyścigi biegających. Dość dobrze pamiętam tamten dzień. Wyznaczone trasy na ulicach, objazdy, policja, punkty relaksacji i wspomagania. Siedzę z moim kolegą w sieciówce. On nie biega, ja nie biegam. Inni biegają. Byłoby miło pobiegać. Ale maratonu nie dam rady przebiec ot tak. Wstał od laptopa i pobiegł. Żeby przebiec maraton, to trzeba się przygotować. Konieczne są buty. Buty specjalistyczne czyli droższe niż zwykłe obuwie sportowe. Jedna para nie wystarczy. Przy intensywnym używaniu ścierają się, niszczą , mokną i trzeba je wysuszyć. A więc trzeba mieć drugą parę. Trzecia przydałaby się na ekskluzywne występy, jak ten niedzielny. Czas – dany, zadany, poświęcony, utracony, niewykorzystany, roztrwoniony. Wydatkujemy go na pracę, odpoczynek, rozrywkę, trening, osiągnięcia… Sporo czasu na zmaganie się z samym sobą, aby przemierzać kilometry na nogach. Nie zdoła się tego dokonać po zarwanej nocy, w dużym stresie, zmęczeniu. Nie możesz się wypiąć z chomąta, to nie biegasz. Bo masz chorego w rodzinie, albo starszego co to czeka na odwiedziny, albo dziecko jest na tyle duże, że nie możesz umieścić go w wózeczku, aby z nim biec. Sam widziałem i podziwiałem matki biegnące z wózkiem. Ale, jeśli Dziecko jest duże i nie panujesz nad nim, to już się nie da. Czyli pieniądze i czas. Poukładany świat zależny od moich planów. Stać mnie na sprzęt. Spełniłem swoje zadania pracownicze. Zaspokoiłem potrzeby mojej Rodziny: materialne, wymagające mojego zaangażowania. Swoje także. Wszyscy przyklasnęli i oto przemierzam wraz z tłumem kilometry. Jest fantastycznie.
Po dwóch latach biję kolejną życiówkę. Niewątpliwie pokazuję, jak szczęśliwe i luksusowe życie prowadzę. Z każdym kilometrem coraz głębiej dostrzegam, co niesie ze sobą systematyczny wysiłek i jak ważny jest dla mnie. Pomogłem koledze zejść poniżej 3 godz. Marnie wyglądał potem i zaczął sikać następnego dnia. Chyba nic mu się nie stało. Jesteśmy na szczycie.
Rowan Atkinson budzi się z Rydwanów Ognia na otwarciu Igrzysk Olimpijskich, my wracamy do siebie.
Inna rzeczywistość tu i teraz.

Rozmowa w Salonie Sprzedaży Aut

Kryzys wieku przeradza się w potrzebę zmian, najlepiej kupić motor albo samochod. Ze względów podatkowych samochod (nie do konca to prawda , gdyz i tak zamrazamy aktywa lub pasywa  w aucie) – tak czy inaczej można jeździć autem lepszym niż pozwalają na to dochody. Obecne auta kupowaliśmy pod presją – skończył się służbowy i wcześniej padła elektryka w renomowanym golfie – był już pełnoletni to i nie mam pretensji do VW. Nawet nie padła tylko czasami przestawała działać i to nie bawiło mojej Małżonki. Ja zresztą też uważam, że istotniejsze jest osiągnięcia celu od rozważań o konieczności zaciskania pasa i życia z niewiadomą – dojadę czy nie dojadę. Taka niewiadoma to były piękne czasy – mój Ojciec miał syrenkę. Podróż była wyjątkowa i niezapomniana a radość u celu niepomierna. Przyjaciel pomagał też dotrzeć z drogi, gdy jechałem maluchem, żeby nie było, że tylko syrena się psuła. Nie psuł się tylko wóz ciągnięty przez Berdę mojego Dziadka.
Więc pod presją i trochę w pośpiechu nabyliśmy dwa nowe auta jednego producenta. W tym roku zacząłem myśleć o zmienie – hybryda, większe, bardziej ekonomiczne. Trzeba by wziąć tydzień urlopu , że przetestować chociaż kilka potencjalnych opcji. Wpadłem do salonu, w którym kupiłem posiadane obecnie. Pan Waldemar nadzwyczaj profesjonalny, dobrze radził sobie z trudnym rozmówcą – często się zacinam i nie wiem co powiedzieć. Jednocześnie nie umiem rozwijać akapitów zadając skrótowe pytania. „Czy są jakieś upusty?” Na pewno taktycy od negocjacji ujęliby by to w sposób nader uroczy, aby wejść w bliższą relację i uzyskaliby rabat.
Przejażdżka udowodniła mocne atuty marki i modelu. Pan pokierował trasą i rozmową, a ja czułem się fajnie – dobry wybór, utrzymanie wartości, chętni na auta od I-ego właściciela. Aby rozwiązać kwadraturę koła posiadania przy braku środków finansowych zostawił mnie w firmie odkupującej auta tuż obok. Pośpiech przed zamknięciem nie zmusił Pana Pawła do wyjścia z ram konwenansów. Poległem na pierwszym pytaniu, czy to prawda, że nie można spalić mniej niż 12 l w mieście. Znam to swoje zaciśnięte gardło, wbite palce w fotel, udawany spokój i pozorny luz. Wybrnąłem zgodnie z prawdą, że jeżdżąc zgodnie z ograniczeniami to raczej 8,5 l. Pan Paweł był w swoim żywiole: chwilowe zachłyśniecie rynku w czasie Pańskiego zakupu, obecnie to już nikt tego nie kupuje, drogi w utrzymaniu, bez LPG. Zaproponowana cena była na poziomie powypadkowych z popularnego serwisu internetowego. Mój Młodszy Syn skwitował przytomnie – „ Za te pieniądze to ja bym kupił”.
Pomimo racjonalnych argumentów za pozostaniem przy marce, trudno będzie mi przeskoczyć poczucie, że nie zrobiłem świetnego interesu, jak mój Przyjaciel, któremu odkupiono auto za niewiele mniej . Ale to samochód z innego kontynentu i zupełnie inna bajka.
Zatem szukamy innego producenta.

Zacznijmy od biegania

Dzisiaj rano jak tylko dowlokłem się do łazienki pojawił się dylemat. Nie pozwoliłem wczoraj starszemu synowi pojechać na mecz młodszego razem ze mną. Naczytałem się o ojcostwie i źle mi się zrobiło, że tego czasu nie spędzę z nim. Chodzę po domu, niby coś robię. Pojechałem po zakupy, podstawowe – akurat w naszym przypadku to chleb , chałka, twaróg, jabłka, pomidory. Pan Piotr nie tak jak zawsze w doskonałym nastroju. Właściciel zaplanował remont budynku i zanosi się na 4 mies przerwę w sprzedaży. Wydaje się, że jest to podstawowe źródło utrzymania, więc sporo do zagospodarowania. W trakcie rozmowy zaczęliśmy od zapewnień, że jakoś się ułoży i może będzie dodatkowe zajęcie na nadchodzące tygodnie. W wakacje miesiąc należy odpocząć, a zatem i tak pojawiłby się urlop. Najwięcej uśmiechu i radości wniosły mistrzostwa świata: „ A jeszcze mundial przed nami” ; – „O właśnie, przynajmniej sobie spokojnie pooglądam” Uśmiech pojawił się na twarzy, jak było zawsze przed mrocznymi planami o przerwie w pracy, dochodach i niewiadomej przyszłości. Poluzowało. Wracam do domu i dręczenie o braku czasu dla dzieci przeradza się w pytanie. „Pobiegasz ze mną ?” – „Chętnie”.
No to wpadłem. Jestem niewydolny fizycznie na własne życzenie. Dlatego maratończycy wkurzają mnie niemiłosiernie. Starszy jest dobrze zbudowany, trenuje i widzi się w kadrze co najmniej narodowej, a przynajmniej w najlepszej lidze w swojej dyscyplinie za 5 lat. Jak mantrę powtarzam, że trzeba się uczyć. Ale już nawet mnie to nudzi. Zapalił się do pomysłu treningu z ojcem, to trzeba to dzielnie znieść.
Biegniemy, deszcz pada, przerwa. Czworogłowy, dwugłowy, stópki, etc . niby rozciągnąć. Ból przenikający na co dzień zmienia się w dreszcze pomieszane z pręgowatymi pasmami ścięgien i pewnie naczyń albo nerwów. Trochę poluzowało i biegniemy dalej. Zmiana tempa , zachęta żeby jeszcze kawałek. Idziemy , biegniemy. Jest trener i uczeń. Starszy w swoim żywiole. Ile spalamy, kiedy tłuszcz, i dlaczego tętno 160 jest tym, co raduje nasze serca.
Może się jeszcze raz uda albo dwa albo zrobimy to systematycznie.
Jestem Ojcem, o którego dba Syn.