Nauczyciele i lekarze

Na blogu bycojcem.pl natknąłem się na artykuł o sytuacji nauczycieli w Polsce. Początek roku szkolnego. Nowe wyzwania.
Przy całej niechęci do PRL-u i tego ustrojstwa jako takiego, to instytucja zwana szkołą skończyła się w PRL-u. Lata 90-te i początek nowego tysiąclecia to powolne konanie z przepoczwarzaniem. Dla mnie tak ewidentne szkody są efektem planowego działania, gdyż zwykły chaos (pierdolnik) nie byłby tak skuteczny. Proces można podzielić na kilka wątków. Za PRL-u było fajnie, bo mniej więcej była taka sama bieda. Czyli jak ktoś chciał leczyć ludzi to zostawał lekarzem, a jak uczyć dzieci to nauczycielem. W latach dziewięćdziesiątych okazało się, że można zarobić. No i poszło. Sąsiad ma nowy samochód. Czyli jak ja nie mam, to jestem niedorajda? Po wejściu do Unii przyspieszyło – prościej wyjechać i wrócić za moment furą na osiedle. Od wieków majątek zachwyca ludzi i budzi szacunek. Więc jak ma wyglądać relacja ucznia, rodziców i nauczycieli, gdy nauczyciel przy nich jest zwykłym biedakiem. 10% rodziców rozumie wartość nauczania, ale pozostali przychodzą do szkoły, bo dzieci muszą, a oni mogą odreagować. Poziom relacji pomiędzy nauczycielami w podstawówce moich dzieci przez 10 lat obniżył się dramatycznie – zebrania zmieniły się w targowisko pretensji – bo Pani z matematyki za dużo zadaje :)).
Obserwacja nauki syna w liceum – nie ma liceum tylko kurs przygotowawczy do egzaminu zwanego maturą.
Nauczyciele – część jest uzależniona od swojej pracy i kocha jak żona pijaka szkołę. Pozostali wolą być w szkole niż w Lidlu – tak wyszło w życiu.
Brak konkurencji przy naborze na studia pedagogiczne robi swoje. Uważam, że to zgoda społeczeństwa – samorządowców, urzędników, partii politycznych na ten stan rzeczy jest przyczyną tej tragedii. Naprawdę tragedii – np. w warszawskim liceum zmiana nauczycieli przedmiotów maturalnych w klasie maturalnej. U dziecka kolegi w gimnazjum – 3 nauczycielki z poprzedniego roku, 8 nowych. Do czego to prowadzi?
Ale jeszcze o lekarzach – zarabiają podobnie na godzinę (można poprzeliczać stawki w necie). Ale ponieważ pacjenci są cały czas a dzieci tylko rano w roku szkolnym, to pracują na 2, 3 i 4 etatach. Skutkuje to śmiercią w pracy (28-letnia rezydentka w Niepołomicach, 58-letni chirurg we Włoszczowie), dwukrotnie częstszymi samobójstwami niż średnia w populacji, zwiększoną ilością rozwodów itd. itd.
To nas dotknie – wcześniej czy później – albo kogoś bliskiego zoperuje ledwo stojący na nogach chirurg w 56 godzinie pracy i coś się powikła (albo nie zoperuje, bo właśnie umarł jak ten w/w doktor) albo jak u mojego znajomego dziecko z zaburzeniami ze spektrum autyzmu będzie piętnowane przez ciało pedagogiczne (chłopiec był maltretowany prze kolegów przez kilka miesięcy i dopiero na jakimś nagraniu z monitoringu wyszła sekwencja zdarzeń, że jest ofiarą a nie sprawcą) – a wszyscy myśleli, że to on jest łobuzem. Kogo zabrakło? Mądrego psychologa?
Bawmy się dalej … „Lekarzu , pokaż co masz w garażu” i takie inne śpiewki, że się ludziom w głowach poprzewracało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *